Cabanas de Tavira, 2 marca 2014
Kontynuacja dnia w Cabanas, początek tutaj.
Na mapie mam zaznaczony półwysep, a Andreas cały czas mówi, że płyniemy na wyspę. Okazało się, że w 2010 ocean pochłonął spory kawałek lądu i tak powstała Ihla de Cabanas.
Machamy tym, co już dopłynęli na wyspę i tym, co czekają na swoją kolej.
Przemierzamy lagunę. Brzeg wyspy na wyciągnięcie ręki.
Życie codzienne w Cabanas, tak różne od mojego.
Szczególnie dzisiaj zamieniłabym się z nimi.
Czarne chmury nad Cabanas. Czyżby w planie miało nas zlać?
Na brzegu porusza się nasza urocza rodzinka. Przedzielona Jolantą.
To samo niebko, skłębione burowato nad Cabanas, a nad wyspą błękitne.
Mokradełka.
Niebo w mokradełkach.
Tego żółtego kwiecia sporo w marcu w Algarve.
Czyżby reklama H&M?
Ten pasiasty, to portugalski przystojniaczek, który wdarł się w nasze serca nie tylko swoim profesjonalizmem, ale i ogromnym poczuciem humoru. W pracy elegancki kierowca pod krawatem, a po pracy inteligentny dowcipniś. Tu, w roli bodyguarda nieco Mafiozo.
Narodu po horyzont.
Ten uroczy czarnonogi piaskowiec (Calidris alba) wcale się nie bał.
A tu demonstruje swoje białe podgardle, spoglądając na mnie spode łba i mówiąc coś w tym stylu po portugalsku- odpieprz się bo Cię dziobnę.
Brodate wydmy. Hmm.. Groźne to wyglądało, lecz nas nie zlało. Nawet kropelka nie spadła.
Kładką drewnianą docieramy do czekającej taxi wodnej.
Płynąc podziwiamy fortecę. Po obu stronach widoczne baszty.
Wzniesiona z inicjatywy hrabiego de Vale de Reis, w drugiej połowie XVII wieku, Forte de São
João da Barra (Forteca Jana) chroniła wejście do kanału prowadzącego
do portu. Straciła swoje militarne znaczenie, gdy piasek zablokował
kanał. Obecnie mieści się w niej hotel.
I wszystko teraz pływa w przypływie.
Napasłyśmy się z Olą w restauracji, którą nam polecił taksówkarz wodny - Restaurante Pastelaria Jeronimo. Zamówiłam tuńczyka po algarvsku z cebulą.
Domy pokryte azulejo.
Końcówka karnawału.
Patchwork z azulejos.
I to jeszcze nie był koniec tego dnia. Ale o tym później.
Przydatne linki:
organizator wyprawy pt. "Algarve-słoneczny balkon Europy" - Klub Podróży Horyzonty.
Cabanas, 2 marca 2014
Po przylocie z Polski do Lizbony zakotwiczyliśmy w Cabanas de Tavira, czyli nie tak jak się mogło zdawać w kabanosie, lecz w chatkach rybackich Taviry, bo tak się ta miejscowość tłumaczy. A spaliśmy w hotelu Pedras da Rainha nie opodal Atlantyku w regionie Algarve.
Następnego dnia wyruszyliśmy na naszą pierwszą wycieczkę. Tak sobie szliśmy w kierunku oceanu, niczego nie świadomi. Po drodze jakiś portugalski domek, a tu roślinka nietypowa, achy nad azulejo, po czym wchodzimy na kładkę i ja już nie mogę oczu oderwać. Od tej chwili barwy laguny podczas odpływu wpisują się do moich ulubionych pejzaży.
Ale od początku. Rano obudził Olę i mnie śpiew ptaków. Najgłośniejsze trele wyczyniał cytynowożółty kulczyk (Serinus serinus), któremu łacina nadała przydomek pogodnego. To co wydawał się z siebie z czubka drzewa to- cytuję za atlasem - '" skwiercząco-skrzypiące, metaliczne i szkliste dźwięki wydawane w długim ciągu świergotu". Tu pod drzewami spotykam Ewę i to ona przedstawia mi kulczyka, a później przez te 7 dni i inne ptactwo.
 |
| Kulczyk |
Idąc na śniadanie naokoło, bo skrót poznaliśmy później, przyglądaliśmy się domkom. Hotel Pedras da Rainha to kompleks małych w pełni wyposażonych domków z ogródkami i tarasami na dachach.
Stare drzewa oliwne, palmy i inne niezidentyfikowane obiekty.
W ten pierwszy dzień błądzimy w większym towarzystwie. Zapada mi w pamięci Jacek, który wywija mapą i najwyraźniej spieszy się na śniadanie. Inni wydają się być mniej głodni.
W drodze do sklepów nie dało się nie kuknąć do wnętrza balkoników.
Typowe kominki w architekturze regionu Algarve. Czysto białe, bo nie używane, przywodzące na myśl architekturę arabską, bo przypominające minarety.
Taki widok ukazuje nam się po wejściu na drewnianą kładkę.
W dołkach wodnych odbija się niebo. Niebieski z zielonym w parze.
Idziemy na prawo na spacer. Po drodze trwa dyskusja jakie to drzewo, o tej porze roku jeszcze łyse, szarawobiałe.
Kolejny urokliwy pejzaż.
Rybak zapalający papierocha i kormoran suszący skrzydła. Pewnie jeden i drugi złowili już jakąś rybkę.
Niespiesznie kręcący się rybacy. 
Tak sobie niektórzy mieszkają.
Co to jest?
Codzienne życie w Cabanas. Współczesne chatki.
Ciągle coś zbierają. Zresztą, my też wrócimy ze skarbami. Najwięcej przytaszczą Jola z Grzesiem, który wykazywał niespotykany talent do znajdowania przedziwnych stworzeń, muszli, kamyczków.
Po przeciwnej stronie życie miejskie.
Za chwilę opuścimy lagunę i udamy się na plażę. Laguna i plaża znajduję się w obszarze chronionym Parque Natural da Ria Formosa. Rezerwat stanowi miejsce lęgowe ptaków oraz reprodukcji wielu organizmów wodnych, o czym się na każdym kroku przekonujemy.
Gdy będziemy wracać, te łódki będą się kołysać na wodzie.
Gdyby nie Jacek, leśnik z wykształcenia, nie zauważyłabym biegającej parki po drugiej stronie przystani. I oto kamusznik chyba czarnogłowy.
 |
| Kamusznik czarnogłowy |
Nasza przystań, z której zaraz odpłyniemy na piaszczystą wyspę.
Odpływamy grupkami taxi wodnym. W oddali autriacko-polsko-portugalskie postaci z bajki, która się nie przyśniła.
Już początek pierwszego dnia zapowiadał wspaniały czas. I nawet, gdyby na tym dniu się zakończyło, człek byłby happy. No, ale dobrze że się nie zakończyło!!!
Ciąg dalszy nastąpił czytaj tutaj.
Przydatne linki:
organizator wyprawy pt. "Algarve-słoneczny balkon Europy" - Klub Podróży Horyzonty.
region Alentejo, 8 marca 2014
Za mną 7 wypełnionych wrażeniami dni w wiosenno-letnim Algarve w Portugalii. Na całe szczęście powrót do Warszawy nie okazał się taki straszny - 11 stopni i słońce to bezbolesne przejście z 20.
Wędrowanie po plażach, klifach wzdłuż oceanu wypełnione kolorami i zapachami, postawienie nogi na końcu świata, wcinanie pomarańczy prosto z drzewa, zajadanie się słodkimi pastel de nata, rozmowy z tym i owym i jeszcze to i owo - tak wygadało te 7 dni.
A na dokładkę przed nami polska wiosna, co oznacza że w tym roku grupa szczęśliwców zaliczy 2 wiosny.
No to jak wiosna, to i bociany. Przyzwyczailiśmy się do naszych bocianów gniazdujących na słupach, kominach, ale nie na skałach, tak jak w Alentejo właśnie, jak nigdzie indziej na świecie.
Ostatniego dnia opuszczamy Algarve i zatrzymujemy się w Porto das Barcas w prowincji Alentejo.
W Krainie za Tagiem, bo to dosłownie oznacza Alentejo, zajmującej 1/3 Portugalii, bociany obrały sobie Costa Vincentina na miejsce dla bocianiątek.
Krótki postój w restauracji O Sacas serwującej dania prosto z morza, jak te potworki poniżej.
Ruszamy drogą Vincentina w dół do małego portu rybackiego Entrada da Barca w zatoczce chronionej przed gwałtownymi wodami oceanu przez otaczające ją klify.
A następnie kładką nad mokradełkiem przewidzianą na max 4 osób. Wytrzymała więcej...
I dalej pod górę, na klif po wrażenia.
Po wejściu na klif można podziwiać posiadłość w stylu orientalnym.
I już po pierwszych krokach postawionych na klifie dostrzegamy bociany białe (Ciconia ciconia). Nasze ornitolożki Ewa i Jola podają do wiadomości ogółu - jaj sztuk jedna.
A po drugiej stronie pasące się w tak pięknym miejscu bydło. Jak tu nie zazdrościć?
Bociek przelatuje nad bydłem. Widok z góry jeszcze bardziej do pozazdroszczenia.
Podążamy w kierunku kolejnych skał. W powietrzu unosi się zapach czystka, porastającego wzgórza w charakterystycznych kępach.
Kolejna para.
A taki widok mają bociany.
My patrzymy na boćki, 
a one na nas.
Widok w kierunku Zambujeira do Mar, gdzie czekały na nas kolejne widoki.
Podziwiamy skały łupkowe i szarogłazy z oceanu sprzed 300 milionów lat.
Czas wracać.
Nieprzyjemne wrzaski łapczywych mew, którym rybacy pozostawiają resztki z połowów.
Pożegnanie z zatoczką.
Przydatne linki:
organizator wyprawy pt. "Algarve-słoneczny balkon Europy" - Klub Podróży Horyzonty.